Festiwal alternatywny
Polskie wydarzenia muzyczne to nie tylko te największe, komercyjne imprezy o których głośno w mediach i które sygnowane są dobrze rozpoznawalnymi logami ich sponsorów. To także te, o których zdawałoby się jest być może trochę ciszej, ale które mają swoją wypracowaną renomę, co roku przyciągają kilkutysięczne tłumy i które odżegnują się od promowania komeryjnych wydawnictw i artystów.
Taką imprezą, która w tym roku doczekała się swojej 4. już edycji, jest odbywający się w Mysłowicach – OFF Festival. Line-up tej imprezy jest zadziwiający i naprawdę poszerza muzyczne horyzonty uczestników festiwalu. Zapraszani są artyści wybitnie „offowi”, bywa że tacy o których nie słyszeli nawet polscy dziennikarze muzyczni, ale wciąż są to gwiazdy w swoim gatunku. Wykonujący muzykę alternatywną, ambitną i wyjątkową, trudniejszą w odbiorze niż ta którą tak chętnie serwują muzyczne stacje radiowe i telewizyjne. Nad programem festiwalu czuwa jego pomysłodawca i Dyrektor Artystyczny – Artur Rojek, założyciel i wokalista polskiego zespołu Myslovitz grającego alternatywnego rocka.
Od czterech lat do Mysłowic ściąga publiczność, która niemalże w ślepo zawierza w jego gust muzyczny. I również od czterech lat nie było sytuacji by ich rozczarował. Nie inaczej było i na tegorocznej edycji. Dla prawie dziewięciotysięcznej publiczności przez cztery dni wystąpiło na 5 scenach ok. 60 zagranicznych i krajowych artystów.
Tagi: artur rojek • festiwal • mysłowice • off festival • polska • polskie festiwale






W tym roku już nie Mysłowice, a Katowice, bo nie dostali dotacji;p
Ma ktoś bootleg audio z Flaming Lips? Chętnie bym posłuchała Wayne’owego „Proszę!”
Ja za to o tegorocznej edycji myślę, że brakowało jej tego, co było mimo wszystko pewną normą na poprzednich: koncertów fantastycznych, takich, po których szczęka opada do ziemi i długo się ich nie zapomina. Off 2010 to masa koncertów dobrych – faktycznie było ich więcej niż w poprzednim roku – ale brak takich zapierających dech w piersiach. Flaming Lips jednak trochę zniknęli pod tym „szoł”, najbliżej Absolutu byli chyba Tindersticks, ale też grali nieco za późno. Zgadzam się też co do organizacji – bardzo dużo do poprawy! Do zobaczenia za rok